Notki  linki  Menu

szszsz >> poniedziałek, 2 lutego 2009 23:41:52
szszsz
komentarze [0]

lalala >> poniedziałek, 17 listopada 2008 19:35:30
lalala
komentarze [0]

Bla. >> piątek, 29 sierpnia 2008 13:30:50
Blablabla.
komentarze [0]

>> środa, 7 maja 2008 22:20:40
zapamiętałem ją, bo nigdy nie podchodziła zbyt blisko. parkowałem przed wieżowcem, wyskakiwałem z wozu i otwierałem bagaż z lodami. po chwili zjawiał się tłum dzieciaków, napierały na mnie, przekrzykiwały się nawzajem, a ja skupiałem całą swoja uwagę na tym, by nie pomylić się w rachunkach.
ona nie odzywała się, zachowywała dystans kilku kroków i patrzyła tylko przechylając delikatnie głowę w lewą stronę. nie miała pieniędzy na lody, z jej wyglądem nie mogła mieć - włosy dziwacznie krótkie i postrzępione, buzia szara od piasku, spodenki przetarte na kolanach. takie dzieciaki zawsze tylko przyglądają się z daleka, jak inni wręczają facetowi od żółtej furgonetki dzwoniące pieniążki, zdzierają z loda kolorowy papierek i wpychają go do ust.
była zaskoczona, gdy pewnego razu facet od żółtej furgonetki podszedł do niej i wręczył jej śmietankowe cudo na patyku. patrzyła na mnie chwilę z niedowierzaniem, a potem nieśmiało podniosła prezent do ust i polizała go.
potem to stało sie naszym rytuałem. podjeżdżałem pod blok, parkowałem samochód pod akacją, a gdy obsłużyłem tylko klientów, stawała przy mnie i uśmiechała się szeroko, pokazując wszystkie dziąsła w oczekiwaniu na smakołyk. któregoś razu chwyciła mnie za rękę. zdrętwiałem na ułamek sekundy, lecz szybko opanowałem zaskoczenie i odwzajemniłem uścisk. miała małą, zakurzoną dłoń. coś we mnie drgnęło.
- chodź, usiądziemy tutaj - zaproponowałem ze ściśniętym gardłem.
usiedliśmy. z ławki odchodziły płaty taniej, zielonej farby. odgarnęła kosmyk włosów i spojrzała prosto na mnie. jej oczy się śmiały.
- kocham cię - powiedziała i zatopiła zęby w lodzie.
parsknąłem śmiechem. oto siedzę przy piaskownicy z wychudzoną, brudną pięciolatką, która wyznaje mi miłość. sytuacja, trzeba przyznać, dość niecodzienna.
- jak masz na imię? - spytałem.
- nieważne.
- Nieważne, twoja broda jest cała brudna.
wyciągnąłem z kieszeni paczkę chusteczek higienicznych i zacząłem dokładnie wycierać twarzy dziewczynki.
- kochasz mnie?
zamarłem w pół ruchu i spojrzałem jej w oczy.
- tak.
nie wiem, co mi odbiło. nie wiem, po co to zrobiłem. może to przez to współczucie, które ściskało mnie za gardło za każdym razem, gdy widziałem jej drobną postać? a może zadecydowała intuicja podpowiadająca mi, że jeśli zaprzeczę, bardzo ją zranię?
przylgnęła do mnie, ja objąłem ją ramieniem.
- mój tata mnie nie kocha. dobrze, że mam ciebie.
kolejne bolesne ukłucie w okolicach brzucha.
- na pewno cię kocha, każdy tata kocha swoje dzieci.
- nie przytula mnie, nie bierze na kolana, nie rozmawia ze mną. dobrze, że mam ciebie.
- oczywiście masz mnie, ale z psychologicznego punktu widzenia powinnaś skupić się na zaleczeniu ran, jakie zadał twojej dziecięcej psychice ojciec, wybaczyć mu jego brak zainteresowania i zrozumienia oraz zimną obojętność jaką odpowiadał na próby nawiązania bliższego kontaktu. zapewne nieobcy jest ci problem zaniżonego poczucia własnej wartości oraz cechy takie jak przewrażliwienie czy płaczliwość. Nieważne, czy wiesz czym jest samoodtrącenie? w wolnym czasie sprawdź sobie te dwa linki:

http://pl.wikipedia.org/wiki/Samoodtrącenie
http://pl.wikipedia.org/wiki/Samoocena

i jak najszybciej skontaktuj się z jakimś specjalistą, który zapobiegnie temu, by w przyszłości problemy natury psychicznej odbiły się negatywnie na twoim związku.
a to, że dostajesz ode mnie lody, że usiadłem na chwilę obok ciebie na tej ławeczce i wyznałem ci, iż cię kocham wcale nie oznacza, że możesz, gdy tylko jestem w pobliżu, kleić się do mnie, jak do niańki.
komentarze [2]

>> niedziela, 13 kwietnia 2008 12:22:11
202190211:47:39
aneta??

mcdalen1411:48:13
nie

202190211:48:24
a kto

mcdalen1411:48:28
magda

202190211:48:59
jaka magda??

mcdalen1411:49:12
zwykła

202190211:49:30
nazwisko

mcdalen1411:49:31
po tatusiu

202190211:49:44
ale ktora ?

mcdalen1411:50:18
żadna z tych, które znasz

202190211:50:44
a skad wiesz

202190211:50:48
ze nie znam

mcdalen1411:52:48
nie znam żadnego radzia z konina

202190211:56:06
ladna jestes

202190211:56:08
??

mcdalen1411:56:14
brzydka

mcdalen1411:56:34
mam włosy w nosie i pod pachami

202190211:57:34
wlosy mozna wyrwac

mcdalen1411:57:44
ale ja lubię swoje

mcdalen1411:58:08
nadaję im imiona

202190211:58:21
ooo

202190211:58:25
ciekawe

mcdalen1411:58:38
nie mam przyjaciół, rozmawiam z włosami

202190211:58:59
no jak jestes brzydka to sie nie dziwie

mcdalen1411:59:10
bardzo brzydka

202190212:00:09
pokaz??

202190212:00:27
rumdog@o2.pl

mcdalen1412:00:53
okej

mcdalen1412:04:46

mcdalen1412:05:19
widzisz?

202190212:05:27
tak

202190212:06:11
nie skomentuje tego moge??

mcdalen1412:06:35
jak chcesz

mcdalen1412:06:46
mówiłam, że jestem brzydka

12:09:13
moze brzydka bardzo nie jestes ale zgol te klaki

mcdalen1412:09:20
lubie moje włosy

202190212:09:37
zgol

202190212:09:41
!!!!!!

mcdalen1412:10:02
mam zgolić moich przyjaciół?

202190212:10:18
tak

202190212:10:30
iolej tych przyjaciol

mcdalen1412:10:46
nie mam nikogo, tylko je

202190212:11:06
no9 i huj

202190212:11:42
jak je ogolisz znajdzie sie przyjaciel

mcdalen1412:12:14
nie chcę przyjaciela, który nie akceptuje mnie taką jaką jestem

202190212:12:36
bez przesady

202190212:15:02
watpie zeby cie ktos zaapcetowal z takimi kl;akami

mcdalen1412:15:43
wiara czyni cuda

202190212:16:13
przestan mnie rosmieszac

202190212:16:19
u mirki jestescie??

mcdalen1412:16:48
jestem magda :(

mcdalen1412:16:53
nie znam żadnej mirki
komentarze [3]

10.IV.08 >> czwartek, 10 kwietnia 2008 20:34:41
lubię zapach ziemi po deszczu, gdy idę torami i słońce dopiero wschodzi. lubię to odliczanie sekund w tramwaju dzielących mnie od szatni w szkole. lubię smak karmelowej herbaty. lubię czyjeś długie rzęsy, dotyk dłoni, jasne spojrzenie, delikatny uśmiech. lubię ostatni dzwonek. lubię robić z siebie idiotkę przy obcych ludziach i głośno, głośno fałszować. lubię szwędanie się po Warszawie. lubię udawanie, że wcale, a wcale właśnie nie przejeżdża obok kolejny tramwaj z odpowiednim numerkiem. lubię układanie zmęczonej głowy na poduszce z myślą, że być może jutrzejszy dzień też będę tak lubiła jak ten, który właśnie minął.




"jestem za blisko, żeby mu się śnić.
nie fruwam nad nim, nie uciekam mu
pod korzeniami drzew. jestem za blisko.
nie moim głosem śpiewa ryba w sieci.
nie z mego palca toczy się pierścionek.
jestem za blisko. wielki dom się pali
beze mnie wołającej ratunku. za blisko,
żeby na moim włosie dzwonił dzwon.
za blisko, żebym mogła wejść jak gość,
przed którym rozsuwają się ściany.
już nigdy po raz drugi nie umrę tak lekko,
tak bardzo poza ciałem, tak bezwiednie,
jak niegdyś w jego śnie. jestem za blisko,
za blisko. słyszę syk
i widzę połyskliwą łuskę tego słowa,
znieruchomiała w objęciu. on śpi,
w tej chwili dostępniejszy widzianej raz w życiu
kasjerce wędrownego cyrku z jednym lwem
niż mnie leżącej obok.
teraz to dla niej rośnie w nim dolina
rudolistna, zamknięta ośnieżona górą
w lazurowym powietrzu. ja jestem za blisko,
żeby mu z nieba spaść. mój krzyk
mógłby go tylko zbudzić. biedna,
ograniczona do własnej postaci,
a byłam brzozą, a byłam jaszczurką,
a wychodziłam z czasów i atłasów
mieniąc się kolorami skór. a miałam
łaskę znikania sprzed zdumionych oczu,
co jest bogactwem bogactw. jestem blisko,
za blisko, żeby mu się śnić.
wysuwam ramię spod głowy śpiącego,
zdrętwiałe, pełne wyrojonych szpilek.
na czubku każdej z nich, do przeliczenia,
strąceni siedli anieli."
komentarze [2]

7.IV.08 >> poniedziałek, 7 kwietnia 2008 21:38:14
często wstydzę się tego, co czuję i myślę. i trudno jest mi powiedzieć o czymś komuś prosto w oczy, bez zmian tematu, bez owijania w bawełnę. nie lubię siebie. nie lubię i już. to w połączeniu z manią porównywania się z innymi nastraja mnie ciągle dość przygnębiająco. patrzę na innych i wydaję się sobie taka mała i żałosna.
histeryzuję i płaczę, bo nie umiem sobie poradzić z uczuciem niechęci do samej siebie.

nie zostawiaj mnie samej, proszę.



coraz częściej przy rozmowach z niektórymi osobami, mam wrażenie, że patrzą one na mnie z góry, że... zwyczajnie mną gardzą. i wcale mnie to nie dziwi, że wciąż tylko trudniej jest mi powiedzieć przy nich coś sensownego. bez mylenia wyrazów i jąkania się.


Myslovitz - Szklany Człowiek


"jeszcze noc się wokół tli, a już wiem, że dzień jest zły

zdjęcia gwiazd, w gazecie chleb

i jak zwykle moja twarz byle jaki wygląd ma

a na włosach jakiś spray


palę w piecu, ciepło jest, moje wiersze - trochę wstyd

gdzieś na ścianie dyplom mam - trzecie miejsce w skoku w dal

znowu na nic przydam się, lepiej chyba pójdę spać

nie oglądaj moich zdjęć


bo nie ma we mnie nic i nic nie jestem wart

a czerwień mojej krwi to tylko jakiś żart

i zapominać chcę tak często jak się da

że nie ma we mnie nic i nic nie jestem wart


ty pilnuj moich snów i przychodź kiedy chcesz

te chwile z moich dni do jednej dłoni zbierz

i nie pocieszaj mnie i tak tu będę stał

bo nie ma we mnie nic i nic nie jestem wart"




-----
dziękuję Oskarowi, Kubie, Ofcy i Sylwii
komentarze [2]

22.III.08 >> sobota, 22 marca 2008 20:59:37
drażni mnie komercja. a moje wybitnie negatywne emocje wyłażą na wierzch najczęściej w trakcie świąt.



ah, te półki sklepowe zastawione cukrowymi barankami! groteska patrzy na mnie barankowym okiem!

"biały baranek
uciekł schował się w szafie
beczy
z chorągiewką wbitą w oko"



albo jajka.

"co najchętniej widziałbym na pisankach?"
obstawiam zdjęcia z cyfrówki - ja i moja niunia na jachcie! :*:*:*
pozdrowienia dla ekipy grono.net

jestem JAJEM MELANCHOLIKIEM. bez jaj.

http://apeiro.pl/jajo/

"by Twa skorupka była gładka jak dziecięca dupka,
białko niczym Chinki ciałko
a żółteczko jak słoneczko.

błona żółtkowa wielkopowierzchniowa,
tarczka zarodkowa mocna jak podkowa,
komora powietrzna najbardziej bezpieczna.

A Kitikula?
Kitikula godna króla."

jajko - symbol... no właśnie, czego?



życzenia.
durne wierszyki, które... nie spełniają swojej roli. najczęściej.

"życzę ci, by na wielkanoc robotę w kuchni odwalił zając, baranek potem posprzątał stoły a tobie został seks i pierdoły"

...

dwa wnioski:
1. święta dla przeciętnego Polaka oznaczają sprzątanie i gotowanie;
2. tradycje takie jak dajmy święcenie pokarmów podtrzymujemy w sposób mechaniczny;

a właściwie to jednak jeden: większość naszego społeczeństwa nie ma najmniejszego pojęcia o co właściwie "w tym wszystki" chodzi.

Panie Jezu, posprzątaj mi dom, proszę.
a ja tym czasem...

ciekawi mnie jeszcze niezmiernie motyw zająca.

dlaczego jajka, które rozdaje są z czekolady?
dlaczego on rozdaje te jajka?
dlaczego dzieciom?
dlaczego zając? (co ma zając do jajek?!)

23.III.08, godz. 00:18
edit: wiem. ten zając to jakiś pedofil.

komentarze [11]

13.III.08 >> czwartek, 13 marca 2008 22:35:17
chciałabym tym razem jakoś inaczej. sama nie wiem jeszcze jak, ale to wyjdzie w praniu, prawda? (:

nigdy jeszcze nie pisałam pozdrowień! zazwyczaj umieszcza się je na końcu notki, ale czemu nie miałabym odstąpić od schematu?

pozdro (! :D) dla:

^ Czarnego Bractwa! \m/
^ MoNa
^ Karolci
^ Ani Dudek
^ Miszqry
^ Płomiennej
^ Szatanów Glanów
^ Michała (:

chyba nie potrafię do końca wyjaśnić, dlaczego ta lista wygląda właśnie tak.

*


wczorajsze szlajanie się po stolycy przed koncertem było na swój sposób miłe. to znaczy... wiem, że popołudnie pod pewnym względem minęło na przeżyciach wręcz extremalnych, ale... no właśnie. jakie "ale"? poczułam, iż mam na kogo liczyć. nie to co Basia. dziękuję Wam, Czarnuchy!

zawsze, gdy wchodzę do kościoła czynię znak krzyża (jak to dumnie brzmi!) i klękam, by poświęcić chwilę na modlitwę. dzisiaj na rekolekcjach nikt z moich znajomych tego nie zrobił. pomyślałam przez chwilę, że i ja sobie odpuszczę ten swoisty rytuał.

...wtedy poczułam rumieńce zażenowania.

właściwie to czego się bałam? dlaczego wstydziłam się zrobić przy moich znajomych coś, z czym nie miałam problemu przez ostatnie en lat?

no i podniosłam tyłek z krzesełka. (;

*


a to tekst zajebistej piosenki. :D

"mówiono o nim King
w mieście świętej wieży

pamiętam z podstawówki
jak całował się z papieżem
przejeżdżał też sekretarz
gdy przecinano wstęgę
King poszedł na wagary
pomarzyć o czymś innym

był zawsze trochę z boku
na bakier trochę był
w szkole nikt nie wiedział
czy King naprawde żył

to było trochę później
już miał przyjaciółkę Ewę
mieszkali więc bez ślubu
i klepali słodką biedę
dawali czasem czadu
bo lubili lekkie dragi
znajomych było wielu
wieczory i poranki

>>uważaj na sąsiadów swych,
bo lubią dawać cynk!
ty wiesz, kto rządzi w mieście tu
biskup z komisarzem, King!<<

tak mówił mu przyjaciel
długi, chudy Lolo
kiedy wyszli na ulicę
zapalić spliffa z colą
>>mam dosyć tego miasta
czerwono-czarnej maffi
czy mnie rozumiesz, Lolo?
czy wiesz, co mnie trapi?<<

tymczasem blada Ewa
wytłumaczyć pragnie wszystko,
bo komisarz wszedł przez okno
Aaspod łóżka wylazł biskup

>>co masz w kieszeni, King?<<
komisarz spytał w dzwiach
>>wy palicie wciąż to świństwo
mieliśmy wiele skarg!<<
a biskup łypie z boku
to na Kinga, to na Ewę
>>wy żyjecie tu bezbożnie
myślicie, że nic nie wiem

za posiadanie zielska
ty dostaniesz dziesięć latek
za nielegalny związek z nią
następnych parę kratek<<

dziś King siedzi w celi
i wspomina dobre dni
napisał do papieża
bardzo długi list
świateczną wysłał kartkę
do samego prezydenta
lecz nikt o nim już nie mówi
nikt o nim nie pamięta

był zawsze trochę z boku
na bakier trochę był
właściwie nikt nie wiedział
czy King naprawdę żył"
komentarze [4]

>> sobota, 23 lutego 2008 18:24:00
znam taki wstyd, który szumi w głowie i przyprawia o drżenie serca. rozchodzi się po całym ciele, sączy kącikami oczu. pytasz mnie, czemu płaczę, a ja jedynie wzruszam ramionami, bo nie umiem Ci o tym powiedzieć wprost, bo ktoś zabronił mi się nawet nad tym zastanawiać.

tylko wtedy, gdy patrzysz na mnie swoim rojaśnionym wzrokiem, czuję przez chwilę, że cokolwiek znaczę, że nie jestem... nikim.
komentarze [1]

>> niedziela, 3 lutego 2008 00:06:18
tak nieprzyzwoicie dobrze. coraz wyżej i wyżej z twarzą zwróconą w stronę słońca. I-i-i-ikar?

"kobieta-Ikar leci dłużej, bo jest lżejsza
powietrze ją unosi i wiatr ją chwyta pod ramię
wzlatuje bez nadziei, uśmiechnięta jak gejsza -
po czym spada tak ciężko
jak kamień"

przepraszam, mi się kręci w głowie od szczęścia. naprawdę, już nie może być lepiej.

to moja wina, że się boję?
czy to w ogóle jest jakakolwiek wina? może. tylko dlaczego nie mogę płacić sama?















Ala ma kota. kot ma Alę.
Magda ma... niedźwiedzia. :D

i nikogo więcej. naprawdę.



BLEEEEEEEEE !

(nie robi.)
komentarze [2]

>> niedziela, 27 stycznia 2008 15:07:30
pies sąsiadów przeprowadził szturm na śmietnik i wyraźnie usatysfakcjonowany biega teraz po trawniku ze szmatą w zębach, a wokół tańczą foliowe reklamówki.
szary wiatr kołysze drzewami. szare niebo spływa na drogi, dachy, twarze. i popiół sypie się z góry. podobno to śnieg.
pamiętam dziecko w niebieskich lajkrach, które kiedyś wysiadło z tico, trzasnęło drzwiczkami od samochodu, rozejrzało się i zapytało: "to tutaj?".
to tutaj. jesienie, zimy, wiosny, lata. sosny pod oknem coraz wyższe.

a jutro znowu będzie poniedziałek.


*


nieprawda. mylisz się. nie wiem, dlaczego oceniasz coś, o czym nie masz pojęcia. właściwie to myśl sobie, co tylko chcesz.

"niech mówią, że."

a ja?
coraz bardziej.
i może, może "nie będzie już żadnego inaczej".
chciałabym.
komentarze [3]

>> środa, 23 stycznia 2008 21:20:42
szybka jazda i głośna, ostra muzyka. tak, tego nam właśnie trzeba, panie sąsiedzie. zapięty pas wrzyna się w ramię. jest zajebiście. szybciej, szybciej, szybciej! mam ochotę kląć, bardzo głośno kląć, ale pozostaje mi jedynie wbić z całej siły palce w fotel.

obraz za oknami zlewa się w jedną niewyraźną całość, a w głowie huczy, huczy, huczy!

i napis na białej ścianie. wyryty pilniczkiem.

"chcę stąd wyjść".

wyjdziesz. i zrobisz sobie dwie dziurki w uchu. i będzie tak jak dawniej. wschody i zachody. a w nocy gwiazdy. pamiętasz, pamiętasz? pamiętasz? spadające gwiazdy!

jasne, błękitne okna.
Ty i ja!

o włos.
komentarze [2]

>> niedziela, 20 stycznia 2008 14:20:42
"znajomy adres, te same schody
i nagły przestrach u drzwi...
a może to wszystko się śni?
zwyczajne kwiaty na parapecie,
po kątach też zwykły kurz.
a jeśli to przepadło już?
lęk, głuchy lęk na dnie skryty gdzieś.

wtedy dziwisz się, że tak kocham nieprzytomnie,
jakby zaraz świat miał się skończyć.
kiedy pytasz mnie, czemu rzucam się jak w ogień,
wprost w ramiona twe, myślę sobie

nic nie może przecież wiecznie trwać,
co zesłał los, trzeba będzie stracić.
nic nie może przecież wiecznie trwać,
za miłość też przyjdzie kiedyś nam zapłacić.

i tylko cisza,
i nasze ręce,
i myśl koląca jak cierń...
a jeśli tak naprawdę jest?"
komentarze [7]

>> czwartek, 17 stycznia 2008 16:31:38
"Zniechęcenie Mszą Świętą, a w konsekwencji częste odejście od niej ma swoje źródło nierzadko w znudzeniu. Jest to zjawisko dotyczące nie tylko młodzieży, ale i starszych, a nawet duchowieństwa. Na pewno jego główną przyczyną jest brak żywej wiary, tzn. zdolności widzenia tego, co naprawdę dzieje się na ołtarzu. Jednak i ludzie głębokiej wiary przeżywają w kościele chwile, powiedzmy delikatnie, jakiejś próżni psychicznej, a nawet zniechęcenia. Wpływa na to z pewnością wielokrotność dokonywanych czynności liturgicznych. Nie bez wpływu na proces "otępienia liturgicznego" pozostaje także znerwicowane tempo życia. Presję wywierają również barwne i krzykliwe środki masowego odprężenia, filmy czy inne przeżycia ludyczne. Co może zrobić przeciętny człowiek, aby wyrwać się z "depresji" liturgicznej?

I. Znaleźć „swój” kościół. Niekoniecznie musi nim być kościół parafialny. Może to być blisko, wygodnie usytuowana świątynia, ale niekoniecznie, gdyż czasami warto dołożyć trochę drogi, aby znaleźć ten swój kościół. Trudniej powiedzieć, na czym ten wybór polega. Może intuicja poszukującego? Może atmosfera? Jest to tajemnicze prowadzenie przez Ducha Świętego. "Mieszkań w domu Ojca jest wiele” - mówi Pismo Święte, ale jedno jest właśnie moje! O wyborze decyduje często nawet sama architektura. Są ludzie, których bogaty barok rozprasza, drażni przeładowaniem. Oni potrafią modlić się tylko w uskrzydlających strzelistością i prostotą kościołach gotyckich. Inni mówią o takim wnętrzu: "jak tu pusto!". Tacy potrzebują ciepłych kolorów, wymownego obrazu. Przy decyzji mogą odegrać rolę czynniki personalne: może zespół duszpasterzy, może grupa młodzieży, tworząca atmosferę modlitwy. Ponadto szereg wpływów irracjonalnych tworzy atmosferę, dla której decydujemy, że ten kościół staje się właśnie przez nas wybranym kościołem.

II. Odkryć „swoją” Mszę Świętą. Nie wystarczy znaleźć właściwy kościół. To za mało! W tej świątyni jest wiele Mszy. Są ciche, krótkie, śpiewane, bywają i uroczyste sumy. Czasami organy pomagają, niekiedy są nieznośne. Niektóre chóry wznoszą w niebo, a inne doprowadzają do irytacji. Z różną reakcją spotkać się mogą kazania. W kościołach są prowadzone przecież specjalistyczne liturgie. Każda Msza w swej istocie jest tą samą Ofiarą Jezusa Chrystusa. Jednak klimat, stworzony dzięki oprawie muzycznej, doborowi modlitw i sposobowi przekazywania Słowa Bożego, będzie zupełnie różny, uwzględniając potrzeby poszczególnego uczestnika.

III. Odszukać „swoje” miejsce w kościele. Aby nie pozostać w pozycji znudzonego statysty, należy odszukać w kościele miejsce, z którego wszystko dobrze widać i słychać. Msza św. ma w sobie coś z wielkiego theatrum. Gesty celebransa wiele mówią. Są znakami prowadzącymi w głąb. W każdym kościele są miejsca, z których nieomal nic nie widać. Filary spełniają funkcje nośne i estetyczne, ale i zasłaniają. Z tyłu pomieszczenia sakralnego widzialność jest znacznie gorsza. Podobnie ma się sprawa z akustyką. Pomimo urządzeń nagłaśniających są strefy zupełnie ciche. Jeśli dodamy do tego często słabą dykcję celebransów, to mamy pełny obraz trudności w odbiorze. Trudno wskazać konkretnie najlepsze miejsce. Każdy kościół ma swoiste strefy percepcji. Można by powiedzieć, że miejsca z przodu, bliżej ołtarza, są pod tym względem uprzywilejowane.

IV. Przybyć do kościoła „swoją” drogą. Nie chodzi tu, rzecz jasna, o ulicę, o konkretną trasę dojścia. Można iść rozmaitymi ulicami i drogami. Ważne jest wewnętrzne dochodzenie do uczestnictwa w liturgii. Ważne jest odpowiednie przygotowanie wewnętrzne. Będąc blisko kościoła, trzeba wytworzyć w sobie nastrój uwertury, prologu. Należy wygasić myśli dalekie od tego, co za chwilę się rozpocznie. Trzeba umieć zostawić przed progiem świątyni czas przeszły i zawiesić myśli, plany, projekty przyszłościowe. Ważne, najważniejsze jest "teraz". W drodze trzeba postawić sobie pytanie: "Z kim nastąpi spotkanie?" i dalej: "O co będzie chodzić w tym specyficznym kontakcie?" Jeżeli tego nie zrobimy przed liturgią, zgubimy się w czasie modlitwy. Myśli nieuspokojone, niewyciszone będą nas atakowały ze zdwojoną zaciekłością. Wkraczając na teren sakralny z nieładem wewnętrznym, nie wykorzystujemy olbrzymich możliwości liturgicznych. Szereg bolesnych spraw, nieustannie niepokojących, trzeba powierzyć samemu Bogu. My nie możemy się z nimi uporać. On wszystko może przemienić w Ofierze Przeistoczenia.

V. Odkryć chleb życia. Istotne jest wejście w głąb liturgii. Trzeba usłyszeć dla siebie słowa z Wieczernika: "bierzcie i jedzcie WSZYSCY". Zrozumienie, że i ja mam przyjąć w czasie Mszy Świętej ciało Chrystusa, staje się najskuteczniejszym czynnikiem przeciw liturgicznemu zniechęceniu i zobojętnieniu. Od chwili włączenia się przez krew i ciało w życie Jezusa Jego ofiara nabiera innego wymiaru, wszystko w niej staje się żywe, w najgłębszym sensie: atrakcyjne. To, co dotychczas nudziło, a może i denerwowało, staje się małe, nieważne. Wszystko zaczyna przesłaniać miłość.

VI. Nie dać się zepchnąć na marginesy. Jesteśmy tylko ludźmi i chociaż zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy, to jednak szatan, ojciec wszelakiej nudy, może nam nie dać spokoju. Znaleźliśmy się w wybranym kościele, grzecznie stoimy przy ołtarzu, było i dojście zgodne z zaleceniami i nawet przyjmujemy Eucharystię, a co chwila nasza wyobraźnia wyprowadza nas w tereny bardziej atrakcyjne. Zastanawiamy się nad tak prozaicznymi sprawami: "Co będzie na obiad?", "W jaki sposób zdać egzamin, który wszyscy oblewają?" albo: "Co zrobić, aby miłość bez wzajemności stała się nagle wspólnym uczuciem?" Ogarnia nas znużenie akcją liturgiczną, zaczynamy się znowu nudzić. W takich sytuacjach przede wszystkim należy zachować spokój, tylko on jest sposobem prowadzącym do koncentracji. Zdenerwowanie, panika tylko pogarszają sytuację. Rozproszenia, okresy zmęczenia w modlitwie mają wszyscy. Uparcie wracamy do lejtmotywu akcji liturgicznej. Niekiedy po wyjściu z takiej mszy św. przeżywamy frustrację. Mamy odczucie zmęczenia i świadomość, jakbyśmy się w ogóle nie modlili. Zmęczenie to jest niesłychanie wartościowe w oczach Pana, a my modliliśmy się kapitalnie. Modliliśmy się samymi rozproszeniami. Nie zawsze miarą autentycznego kontaktu jest uczucie przyjemności, błogości wewnętrznej. Czasem znakiem dobrej modlitwy jest smak piołunu w ustach.

VII. Zrozumienie istoty Mszy Świętej. Poprzednio wspomniano, że w chwilach dekoncentracji należy wracać do słów i gestów liturgii. Ale ktoś konsekwentnie myślący zapyta: "Do czego ja mam wracać? Dla mnie to wszystko niezrozumiałe, jakieś anachroniczne przedstawienie, którego kompletnie nie rozumiem!" Gdzie i kiedy współczesny człowiek miał czas i okazję do zdobycia wiedzy liturgicznej? Nie wszyscy brali udział w katechezie. Nie zawsze nauczanie kościelne wchodziło głębiej w problematykę liturgiczną. Stąd powstaje konieczność zapoznania się z genezą i szczegółową strukturą tego, co określamy jako Mszę Świętą."
komentarze [2]


srebro
Dodaj do ulubionych

ja
gronek
proust
wierszowo



vivzywiolekameliowatasrebroposlaniec



Księga gości

O mnie

2007
wrzesień (9)
październik (1)
listopad (6)
grudzień (11)

2008
styczeń (9)
luty (2)
marzec (2)
kwiecień (3)
maj (1)
sierpien (1)
listopad (1)

2009
luty (1)







©MyLog.pl