| Notki | linki | Menu | ||
|
szszsz >> poniedziałek, 2 lutego 2009 23:41:52 ![]() "jeszcze noc się wokół tli, a już wiem, że dzień jest zły zdjęcia gwiazd, w gazecie chleb i jak zwykle moja twarz byle jaki wygląd ma a na włosach jakiś spray palę w piecu, ciepło jest, moje wiersze - trochę wstyd gdzieś na ścianie dyplom mam - trzecie miejsce w skoku w dal znowu na nic przydam się, lepiej chyba pójdę spać nie oglądaj moich zdjęć bo nie ma we mnie nic i nic nie jestem wart a czerwień mojej krwi to tylko jakiś żart i zapominać chcę tak często jak się da że nie ma we mnie nic i nic nie jestem wart ty pilnuj moich snów i przychodź kiedy chcesz te chwile z moich dni do jednej dłoni zbierz i nie pocieszaj mnie i tak tu będę stał bo nie ma we mnie nic i nic nie jestem wart" ----- dziękuję Oskarowi, Kubie, Ofcy i Sylwii komentarze [2] 22.III.08 >> sobota, 22 marca 2008 20:59:37 drażni mnie komercja. a moje wybitnie negatywne emocje wyłażą na wierzch najczęściej w trakcie świąt. ah, te półki sklepowe zastawione cukrowymi barankami! groteska patrzy na mnie barankowym okiem! "biały baranek uciekł schował się w szafie beczy z chorągiewką wbitą w oko" albo jajka. "co najchętniej widziałbym na pisankach?" obstawiam zdjęcia z cyfrówki - ja i moja niunia na jachcie! :*:*:* pozdrowienia dla ekipy grono.net jestem JAJEM MELANCHOLIKIEM. bez jaj. http://apeiro.pl/jajo/ "by Twa skorupka była gładka jak dziecięca dupka, białko niczym Chinki ciałko a żółteczko jak słoneczko. błona żółtkowa wielkopowierzchniowa, tarczka zarodkowa mocna jak podkowa, komora powietrzna najbardziej bezpieczna. A Kitikula? Kitikula godna króla." jajko - symbol... no właśnie, czego? życzenia. durne wierszyki, które... nie spełniają swojej roli. najczęściej. "życzę ci, by na wielkanoc robotę w kuchni odwalił zając, baranek potem posprzątał stoły a tobie został seks i pierdoły" ... dwa wnioski: 1. święta dla przeciętnego Polaka oznaczają sprzątanie i gotowanie; 2. tradycje takie jak dajmy święcenie pokarmów podtrzymujemy w sposób mechaniczny; a właściwie to jednak jeden: większość naszego społeczeństwa nie ma najmniejszego pojęcia o co właściwie "w tym wszystki" chodzi. Panie Jezu, posprzątaj mi dom, proszę. a ja tym czasem... ciekawi mnie jeszcze niezmiernie motyw zająca. dlaczego jajka, które rozdaje są z czekolady? dlaczego on rozdaje te jajka? dlaczego dzieciom? dlaczego zając? (co ma zając do jajek?!) 23.III.08, godz. 00:18 edit: wiem. ten zając to jakiś pedofil. komentarze [11] 13.III.08 >> czwartek, 13 marca 2008 22:35:17 chciałabym tym razem jakoś inaczej. sama nie wiem jeszcze jak, ale to wyjdzie w praniu, prawda? (: nigdy jeszcze nie pisałam pozdrowień! zazwyczaj umieszcza się je na końcu notki, ale czemu nie miałabym odstąpić od schematu? pozdro (! :D) dla: ^ Czarnego Bractwa! \m/ ^ MoNa ^ Karolci ^ Ani Dudek ^ Miszqry ^ Płomiennej ^ Szatanów Glanów ^ Michała (: chyba nie potrafię do końca wyjaśnić, dlaczego ta lista wygląda właśnie tak. wczorajsze szlajanie się po stolycy przed koncertem było na swój sposób miłe. to znaczy... wiem, że popołudnie pod pewnym względem minęło na przeżyciach wręcz extremalnych, ale... no właśnie. jakie "ale"? poczułam, iż mam na kogo liczyć. nie to co Basia. dziękuję Wam, Czarnuchy! zawsze, gdy wchodzę do kościoła czynię znak krzyża (jak to dumnie brzmi!) i klękam, by poświęcić chwilę na modlitwę. dzisiaj na rekolekcjach nikt z moich znajomych tego nie zrobił. pomyślałam przez chwilę, że i ja sobie odpuszczę ten swoisty rytuał. ...wtedy poczułam rumieńce zażenowania. właściwie to czego się bałam? dlaczego wstydziłam się zrobić przy moich znajomych coś, z czym nie miałam problemu przez ostatnie en lat? no i podniosłam tyłek z krzesełka. (; a to tekst zajebistej piosenki. :D "mówiono o nim King w mieście świętej wieży pamiętam z podstawówki jak całował się z papieżem przejeżdżał też sekretarz gdy przecinano wstęgę King poszedł na wagary pomarzyć o czymś innym był zawsze trochę z boku na bakier trochę był w szkole nikt nie wiedział czy King naprawde żył to było trochę później już miał przyjaciółkę Ewę mieszkali więc bez ślubu i klepali słodką biedę dawali czasem czadu bo lubili lekkie dragi znajomych było wielu wieczory i poranki >>uważaj na sąsiadów swych, bo lubią dawać cynk! ty wiesz, kto rządzi w mieście tu biskup z komisarzem, King!<< tak mówił mu przyjaciel długi, chudy Lolo kiedy wyszli na ulicę zapalić spliffa z colą >>mam dosyć tego miasta czerwono-czarnej maffi czy mnie rozumiesz, Lolo? czy wiesz, co mnie trapi?<< tymczasem blada Ewa wytłumaczyć pragnie wszystko, bo komisarz wszedł przez okno Aaspod łóżka wylazł biskup >>co masz w kieszeni, King?<< komisarz spytał w dzwiach >>wy palicie wciąż to świństwo mieliśmy wiele skarg!<< a biskup łypie z boku to na Kinga, to na Ewę >>wy żyjecie tu bezbożnie myślicie, że nic nie wiem za posiadanie zielska ty dostaniesz dziesięć latek za nielegalny związek z nią następnych parę kratek<< dziś King siedzi w celi i wspomina dobre dni napisał do papieża bardzo długi list świateczną wysłał kartkę do samego prezydenta lecz nikt o nim już nie mówi nikt o nim nie pamięta był zawsze trochę z boku na bakier trochę był właściwie nikt nie wiedział czy King naprawdę żył" komentarze [4] >> sobota, 23 lutego 2008 18:24:00 znam taki wstyd, który szumi w głowie i przyprawia o drżenie serca. rozchodzi się po całym ciele, sączy kącikami oczu. pytasz mnie, czemu płaczę, a ja jedynie wzruszam ramionami, bo nie umiem Ci o tym powiedzieć wprost, bo ktoś zabronił mi się nawet nad tym zastanawiać. tylko wtedy, gdy patrzysz na mnie swoim rojaśnionym wzrokiem, czuję przez chwilę, że cokolwiek znaczę, że nie jestem... nikim. komentarze [1] >> niedziela, 3 lutego 2008 00:06:18 tak nieprzyzwoicie dobrze. coraz wyżej i wyżej z twarzą zwróconą w stronę słońca. I-i-i-ikar? "kobieta-Ikar leci dłużej, bo jest lżejsza powietrze ją unosi i wiatr ją chwyta pod ramię wzlatuje bez nadziei, uśmiechnięta jak gejsza - po czym spada tak ciężko jak kamień" przepraszam, mi się kręci w głowie od szczęścia. naprawdę, już nie może być lepiej. to moja wina, że się boję? czy to w ogóle jest jakakolwiek wina? może. tylko dlaczego nie mogę płacić sama? Ala ma kota. kot ma Alę. Magda ma... niedźwiedzia. :D i nikogo więcej. naprawdę. BLEEEEEEEEE ! (nie robi.) komentarze [2] >> niedziela, 27 stycznia 2008 15:07:30 pies sąsiadów przeprowadził szturm na śmietnik i wyraźnie usatysfakcjonowany biega teraz po trawniku ze szmatą w zębach, a wokół tańczą foliowe reklamówki. szary wiatr kołysze drzewami. szare niebo spływa na drogi, dachy, twarze. i popiół sypie się z góry. podobno to śnieg. pamiętam dziecko w niebieskich lajkrach, które kiedyś wysiadło z tico, trzasnęło drzwiczkami od samochodu, rozejrzało się i zapytało: "to tutaj?". to tutaj. jesienie, zimy, wiosny, lata. sosny pod oknem coraz wyższe. a jutro znowu będzie poniedziałek. nieprawda. mylisz się. nie wiem, dlaczego oceniasz coś, o czym nie masz pojęcia. właściwie to myśl sobie, co tylko chcesz. "niech mówią, że." a ja? coraz bardziej. i może, może "nie będzie już żadnego inaczej". chciałabym. komentarze [3] >> środa, 23 stycznia 2008 21:20:42 szybka jazda i głośna, ostra muzyka. tak, tego nam właśnie trzeba, panie sąsiedzie. zapięty pas wrzyna się w ramię. jest zajebiście. szybciej, szybciej, szybciej! mam ochotę kląć, bardzo głośno kląć, ale pozostaje mi jedynie wbić z całej siły palce w fotel. obraz za oknami zlewa się w jedną niewyraźną całość, a w głowie huczy, huczy, huczy! i napis na białej ścianie. wyryty pilniczkiem. "chcę stąd wyjść". wyjdziesz. i zrobisz sobie dwie dziurki w uchu. i będzie tak jak dawniej. wschody i zachody. a w nocy gwiazdy. pamiętasz, pamiętasz? pamiętasz? spadające gwiazdy! jasne, błękitne okna. Ty i ja! o włos. komentarze [2] >> niedziela, 20 stycznia 2008 14:20:42 "znajomy adres, te same schody i nagły przestrach u drzwi... a może to wszystko się śni? zwyczajne kwiaty na parapecie, po kątach też zwykły kurz. a jeśli to przepadło już? lęk, głuchy lęk na dnie skryty gdzieś. wtedy dziwisz się, że tak kocham nieprzytomnie, jakby zaraz świat miał się skończyć. kiedy pytasz mnie, czemu rzucam się jak w ogień, wprost w ramiona twe, myślę sobie nic nie może przecież wiecznie trwać, co zesłał los, trzeba będzie stracić. nic nie może przecież wiecznie trwać, za miłość też przyjdzie kiedyś nam zapłacić. i tylko cisza, i nasze ręce, i myśl koląca jak cierń... a jeśli tak naprawdę jest?" komentarze [7] >> czwartek, 17 stycznia 2008 16:31:38 "Zniechęcenie Mszą Świętą, a w konsekwencji częste odejście od niej ma swoje źródło nierzadko w znudzeniu. Jest to zjawisko dotyczące nie tylko młodzieży, ale i starszych, a nawet duchowieństwa. Na pewno jego główną przyczyną jest brak żywej wiary, tzn. zdolności widzenia tego, co naprawdę dzieje się na ołtarzu. Jednak i ludzie głębokiej wiary przeżywają w kościele chwile, powiedzmy delikatnie, jakiejś próżni psychicznej, a nawet zniechęcenia. Wpływa na to z pewnością wielokrotność dokonywanych czynności liturgicznych. Nie bez wpływu na proces "otępienia liturgicznego" pozostaje także znerwicowane tempo życia. Presję wywierają również barwne i krzykliwe środki masowego odprężenia, filmy czy inne przeżycia ludyczne. Co może zrobić przeciętny człowiek, aby wyrwać się z "depresji" liturgicznej? I. Znaleźć „swój” kościół. Niekoniecznie musi nim być kościół parafialny. Może to być blisko, wygodnie usytuowana świątynia, ale niekoniecznie, gdyż czasami warto dołożyć trochę drogi, aby znaleźć ten swój kościół. Trudniej powiedzieć, na czym ten wybór polega. Może intuicja poszukującego? Może atmosfera? Jest to tajemnicze prowadzenie przez Ducha Świętego. "Mieszkań w domu Ojca jest wiele” - mówi Pismo Święte, ale jedno jest właśnie moje! O wyborze decyduje często nawet sama architektura. Są ludzie, których bogaty barok rozprasza, drażni przeładowaniem. Oni potrafią modlić się tylko w uskrzydlających strzelistością i prostotą kościołach gotyckich. Inni mówią o takim wnętrzu: "jak tu pusto!". Tacy potrzebują ciepłych kolorów, wymownego obrazu. Przy decyzji mogą odegrać rolę czynniki personalne: może zespół duszpasterzy, może grupa młodzieży, tworząca atmosferę modlitwy. Ponadto szereg wpływów irracjonalnych tworzy atmosferę, dla której decydujemy, że ten kościół staje się właśnie przez nas wybranym kościołem. II. Odkryć „swoją” Mszę Świętą. Nie wystarczy znaleźć właściwy kościół. To za mało! W tej świątyni jest wiele Mszy. Są ciche, krótkie, śpiewane, bywają i uroczyste sumy. Czasami organy pomagają, niekiedy są nieznośne. Niektóre chóry wznoszą w niebo, a inne doprowadzają do irytacji. Z różną reakcją spotkać się mogą kazania. W kościołach są prowadzone przecież specjalistyczne liturgie. Każda Msza w swej istocie jest tą samą Ofiarą Jezusa Chrystusa. Jednak klimat, stworzony dzięki oprawie muzycznej, doborowi modlitw i sposobowi przekazywania Słowa Bożego, będzie zupełnie różny, uwzględniając potrzeby poszczególnego uczestnika. III. Odszukać „swoje” miejsce w kościele. Aby nie pozostać w pozycji znudzonego statysty, należy odszukać w kościele miejsce, z którego wszystko dobrze widać i słychać. Msza św. ma w sobie coś z wielkiego theatrum. Gesty celebransa wiele mówią. Są znakami prowadzącymi w głąb. W każdym kościele są miejsca, z których nieomal nic nie widać. Filary spełniają funkcje nośne i estetyczne, ale i zasłaniają. Z tyłu pomieszczenia sakralnego widzialność jest znacznie gorsza. Podobnie ma się sprawa z akustyką. Pomimo urządzeń nagłaśniających są strefy zupełnie ciche. Jeśli dodamy do tego często słabą dykcję celebransów, to mamy pełny obraz trudności w odbiorze. Trudno wskazać konkretnie najlepsze miejsce. Każdy kościół ma swoiste strefy percepcji. Można by powiedzieć, że miejsca z przodu, bliżej ołtarza, są pod tym względem uprzywilejowane. IV. Przybyć do kościoła „swoją” drogą. Nie chodzi tu, rzecz jasna, o ulicę, o konkretną trasę dojścia. Można iść rozmaitymi ulicami i drogami. Ważne jest wewnętrzne dochodzenie do uczestnictwa w liturgii. Ważne jest odpowiednie przygotowanie wewnętrzne. Będąc blisko kościoła, trzeba wytworzyć w sobie nastrój uwertury, prologu. Należy wygasić myśli dalekie od tego, co za chwilę się rozpocznie. Trzeba umieć zostawić przed progiem świątyni czas przeszły i zawiesić myśli, plany, projekty przyszłościowe. Ważne, najważniejsze jest "teraz". W drodze trzeba postawić sobie pytanie: "Z kim nastąpi spotkanie?" i dalej: "O co będzie chodzić w tym specyficznym kontakcie?" Jeżeli tego nie zrobimy przed liturgią, zgubimy się w czasie modlitwy. Myśli nieuspokojone, niewyciszone będą nas atakowały ze zdwojoną zaciekłością. Wkraczając na teren sakralny z nieładem wewnętrznym, nie wykorzystujemy olbrzymich możliwości liturgicznych. Szereg bolesnych spraw, nieustannie niepokojących, trzeba powierzyć samemu Bogu. My nie możemy się z nimi uporać. On wszystko może przemienić w Ofierze Przeistoczenia. V. Odkryć chleb życia. Istotne jest wejście w głąb liturgii. Trzeba usłyszeć dla siebie słowa z Wieczernika: "bierzcie i jedzcie WSZYSCY". Zrozumienie, że i ja mam przyjąć w czasie Mszy Świętej ciało Chrystusa, staje się najskuteczniejszym czynnikiem przeciw liturgicznemu zniechęceniu i zobojętnieniu. Od chwili włączenia się przez krew i ciało w życie Jezusa Jego ofiara nabiera innego wymiaru, wszystko w niej staje się żywe, w najgłębszym sensie: atrakcyjne. To, co dotychczas nudziło, a może i denerwowało, staje się małe, nieważne. Wszystko zaczyna przesłaniać miłość. VI. Nie dać się zepchnąć na marginesy. Jesteśmy tylko ludźmi i chociaż zrobiliśmy wszystko, co w naszej mocy, to jednak szatan, ojciec wszelakiej nudy, może nam nie dać spokoju. Znaleźliśmy się w wybranym kościele, grzecznie stoimy przy ołtarzu, było i dojście zgodne z zaleceniami i nawet przyjmujemy Eucharystię, a co chwila nasza wyobraźnia wyprowadza nas w tereny bardziej atrakcyjne. Zastanawiamy się nad tak prozaicznymi sprawami: "Co będzie na obiad?", "W jaki sposób zdać egzamin, który wszyscy oblewają?" albo: "Co zrobić, aby miłość bez wzajemności stała się nagle wspólnym uczuciem?" Ogarnia nas znużenie akcją liturgiczną, zaczynamy się znowu nudzić. W takich sytuacjach przede wszystkim należy zachować spokój, tylko on jest sposobem prowadzącym do koncentracji. Zdenerwowanie, panika tylko pogarszają sytuację. Rozproszenia, okresy zmęczenia w modlitwie mają wszyscy. Uparcie wracamy do lejtmotywu akcji liturgicznej. Niekiedy po wyjściu z takiej mszy św. przeżywamy frustrację. Mamy odczucie zmęczenia i świadomość, jakbyśmy się w ogóle nie modlili. Zmęczenie to jest niesłychanie wartościowe w oczach Pana, a my modliliśmy się kapitalnie. Modliliśmy się samymi rozproszeniami. Nie zawsze miarą autentycznego kontaktu jest uczucie przyjemności, błogości wewnętrznej. Czasem znakiem dobrej modlitwy jest smak piołunu w ustach. VII. Zrozumienie istoty Mszy Świętej. Poprzednio wspomniano, że w chwilach dekoncentracji należy wracać do słów i gestów liturgii. Ale ktoś konsekwentnie myślący zapyta: "Do czego ja mam wracać? Dla mnie to wszystko niezrozumiałe, jakieś anachroniczne przedstawienie, którego kompletnie nie rozumiem!" Gdzie i kiedy współczesny człowiek miał czas i okazję do zdobycia wiedzy liturgicznej? Nie wszyscy brali udział w katechezie. Nie zawsze nauczanie kościelne wchodziło głębiej w problematykę liturgiczną. Stąd powstaje konieczność zapoznania się z genezą i szczegółową strukturą tego, co określamy jako Mszę Świętą." komentarze [2] |
srebro Dodaj do ulubionych ja gronek proust wierszowo |
O mnie 2007 wrzesień (9) październik (1) listopad (6) grudzień (11) 2008 styczeń (9) luty (2) marzec (2) kwiecień (3) maj (1) sierpien (1) listopad (1) 2009 luty (1) ©MyLog.pl |